Archiwa kategorii: WIADOMOŚCI

Wiadomości i artykuły związane z praca lekarz, praca pielęgniarka i praca personelu medycznego

KAMPANIA „OSTATNI DYŻUR” – CZYLI PIELĘGNIARKI ALARMUJĄ

KAMPANIA „OSTATNI DYŻUR” – CZYLI PIELĘGNIARKI ALARMUJĄ

Dziś średnia wieku pielęgniarek i położnych w Polsce to 48 lat – za siedem lat będzie ona wynosiła już 50. Liczba pielęgniarek i położnych na 1000 mieszkańców w Polsce to 5,4 – za siedem lat pozostanie ich jedynie 4,0.


Z roku na rok liczba personelu medycznego w Polsce zmniejsza się w zastraszającym tempie. Według doniesień już w ciągu najbliższych siedmiu lat obywatele naszego kraju mogą pozostać bez profesjonalnej opieki pielęgniarek i położnych. Przedstawicielki Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych postanowiły zareagować na te doniesienia. 27 maja 2015 r. ruszyła kampania społeczna zatytułowana „Ostatni Dyżur”, która ma na celu uświadomienie Polakom zagrożeń wynikających ze zmniejszającej się liczby pracowników sektora medycznego. Różnica w strategii polega na tym, że tym razem działania NRPiP nie są skierowane bezpośrednio w stronę rządu. Nacisk na władze ma być wywarty za pośrednictwem i przy wsparciu społeczeństwa, którego sytuacja ta dotyczy w największym stopniu. W 2022 roku liczba pielęgniarek i położnych zmniejszy się aż o 54 tysiące. Statystycznie możemy „pochwalić się” jednymi z najgorszych wskaźników w Europie. Znikają one ze szpitali, szkół, domów opieki społecznej, hospicjów oraz naszych miejsc pracy. Podstawowa opieką zdrowotna w Polsce już dziś bardzo kuleje, a w niedalekiej przyszłości możemy stanąć w sytuacji w której nasze rodziny nie będą mogły liczyć na pomoc w przypadku zagrożenia życia i zdrowia.

Działania w ramach kampanii zainaugurowane zostały konferencją prasową, która odbyła się w Warszawie. W spotkaniu udział wzięli przedstawiciele Okręgowych Rad Pielęgniarek i Położnych, Członkowie Prezydium Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych, Przewodniczące Organów Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych. W jej trakcie przedstawiono Raport NRPiP „Zabezpieczenie społeczeństwa polskiego w świadczenia pielęgniarek i położnych”. Zaprezentowano krótkie spoty oraz przybliżono kampanię mediom. W ramach akcji uruchomiona została również strona internetowa www.ostatnidyzur.pl, na której można podpisać Receptę. Recepta to petycja skierowana do polskich decydentów o podjęcie natychmiastowych działań w celu opracowania, a także wdrożenia programu zabezpieczenia społeczeństwa w świadczenia realizowane przez pielęgniarki i położne.  Bardzo istotne dla powodzenia akcji są podpisy osób nie reprezentujących zawodów medycznych. Działania kampanii prowadzone będą w całej Polsce do listopada, zarówno poprzez Internet, jak również regionalne konferencje.

Nie pozwólmy aby wieloletnie zaniedbania oraz brak polityki rządu wobec tej grupy zawodowej spowodowało realne zagrożenie pozbawienia nas opieki pielęgniarskiej i położniczej. Brak pielęgniarek odbiera nam pacjentom ustawowo zagwarantowane świadczenia zdrowotne.

praca pielęgniarki

BEZROBOCIE W ZAWODACH MEDYCZNYCH?

BEZROBOCIE W ZAWODACH MEDYCZNYCH?

Wiele razy na naszym portalu poruszaliśmy tematy związane z brakiem specjalistów w naszym kraju. Bardzo często można przeczytać, że większość lekarzy i pielęgniarek wyjeżdża za granicę a nasze placówki zdrowotne aby móc funkcjonować kuszą, nie tylko atrakcyjnymi stawkami, ale nawet mieszkaniami. Czy istnieje druga strona medalu?
Jak odnieść się do wpisów na forach internetowych, w których pracownicy branży medycznej żalą się, że nie mogą znaleźć zatrudnienia i, że zmuszeni są rejestrować się jako bezrobotni
w Urzędach pracy? Jakie są przyczyny takiego zjawiska i na ile jest ono zgodne z realiami?

Pracodawcy zdecydowanie preferują kandydatów z II stopniem specjalizacji, nawet jeśli posiadają oni doświadczenie i staż pracy. Wynika to z warunków zawartych w kontraktach z NFZ podpisywanych przez jednostki. Poradnie zatrudniające lekarzy z pierwszym stopniem specjalizacji otrzymują znacznie mniej punktów niż te, w których pracują specjaliści z II stopniem. Istnieje więc przypuszczenie, że lekarze ogłaszający się na portalach to tak zwani „jedynkowicze”, mający problemy z uzyskaniem zatrudnienia w ramach powszechnego systemu ubezpieczenia zdrowotnego.

Według innej teorii Urząd Pracy jest formą asekuracji dla lekarzy oczekującychna zatrudnienie w nowym miejscu, staż, bądź wyjazd na zagraniczny kontrakt. Obawiając się utraty ubezpieczenia zdrowotnego rejestrują się oni jako bezrobotni. Obejmuje to też osoby, które mogły do pracować do tej pory w innym sektorze np. jako przedstawiciele firm farmaceutycznych. Aby wpisać w rubryce zawód lekarz wystarczyło ukończyć studia medyczne, bez podejmowania zatrudnienia. Wielu absolwentów kierunków lekarskich bezpośrednio po studiach zdecydowało się na bardziej opłacalną pracę przedstawiciela medycznego. Ostatnimi czasy jednak doszło w tym sektorze do zwolnień, a wielu lekarzy postanowiło wrócić do zawodu.

Patrząc na statystyki branżowych portali, ofert pracy dla lekarzy jest wciąż kilkanaście razy więcej, niż lekarzy zamieszczających ogłoszenia o poszukiwaniu pracy. Ponadto duża część lekarzy zainteresowanych podjęciem pracy poszukuje jedynie dodatkowego zajęcia np. popołudniami, w weekendy, czy wakacje. Liczba lekarzy posiadających prawo do wykonywania zawodu wynosi około 13,5 tys. W służbie zdrowia zarówno prywatnej jak i państwowej, pracuje około 8,2 tys. specjalistów. Lekarze stanowiący różnicę są to ci pracujący poza granicami Polski.

Według statystyk „Służby Zdrowia” w ubiegłym roku liczba bezrobotnych lekarzy wynosiła około 200. Porównując dane, liczba ta nie robi wrażenia. Jaki z tego wniosek? Problem bezrobocia nie dotyczy lekarzy. Z ich kwalifikacjami są oni bez problemu znaleźć zatrudnienie w pokrewnych sektorach. Poza tym biorąc pod uwagę potrzeby Polaków, lekarzy nieustannie brakuje. Na stronach placówek medycznych, w prasie branżowej, i na ogólnopolskich portalach nie brakuje ogłoszeń o pracy.

Jakie są zarobki pielęgniarek w Polsce.

Jakie są zarobki pielęgniarek w Polsce.

W ostatniej dekadzie studia na kierunku pielęgniarskim podjęły dziesiątki tysięcy chętnych. W tym samym okresie o prawo wykonywania zawodu pielęgniarki i położnej starało się trochę ponad 25,5 tysiąca osób. Czy to zarobki determinują taki stan rzeczy?

Według Naczelnej Izby Pielęgniarek i Położnych, absolwent tego kierunku znajdujący się na początku drogi zawodowej może liczyć na podstawową pensję w wysokości od 1500 do 2500 zł. brutto. Nie ma co się oszukiwać, nie jest to zawrotna kwota. Tym bardziej jeśli zestawi się te dane z nawałem obowiązków i ogromną odpowiedzialnością jaka ciąży na pracownikach każdego dnia.

Średnie wynagrodzenie pielęgniarek posiadających dłuższy staż pracy (co najmniej pięć lat) waha się od 2300 zł do 3500 zł. brutto. Dodatkowy zastrzyk dla budżetu stanowią nadgodziny i dodatkowe dyżury. W Krakowie na przykład pracownik z szesnastoletnim stażem pracy, wliczając dyżury nocne, otrzymuje 2800 zł. brutto. Bardziej na południe, bo w Zakopanem, 20 lat stażu pracy plus dodatki gwarantują około 3300 zł brutto.

Wbrew pozorom wysokość zarobków w sektorze publicznym nie odbiega drastycznie od prywatnego. W ponad 80% przypadków stawki nie przekraczają 4000 zł, pozostały procent nie osiąga pułapu 6000 zł. Wyższe zarobki to już prawdziwa skrajność.

Jak natomiast wygląda sytuacja trzeciej grupy, tj. pielęgniarek prowadzących własną działalność i posiadających kontrakt z NFZ? Zgodnie z ustawą pielęgniarka rodzinna może mieć pod opieką maksymalną liczbę 2750 pacjentów. Za każda osobę do 60 roku życia otrzymuje ona blisko 2 zł miesięcznie, za pacjentów po sześćdziesiątce około 4 zł. Całkiem nieźle, prawda? Ale pamiętajmy, że działając na własną rękę zobowiązani jesteśmy do uregulowania licznych opłat, takich jak: urząd skarbowy, ubezpieczenie, księgowość. Dodatkowo pielęgniarka odlicza koszt dojazdu do pacjenta prywatnym autem oraz środki lecznicze. Resumując za pracę od poniedziałku do piątku w godzinach 8:00 – 18:00 pielęgniarka otrzymuje na rękę około 2700 zł.

Jedna z pracownic gdańskiego szpitala wspomina, że pracując w Polsce otrzymywała około 3000 zł. brutto. Ostatnie dwa lata pracy w Berlinie to po przeliczeniu dochód rzędu 9000 zł na rękę. Warunki pracy? Nieporównywalnie lepsze – sprawna organizacja dyżurów, gwarantowany kurs języka, w niektórych przypadkach nawet mieszkanie. Nic zatem dziwnego, że plotki się szybko rozchodzą, kolejne osoby emigrują, często doświadczone pracownice nawet z trzydziestoletnim stażem pracy. W tej perspektywie Polska staje przed problemem zapewnienia opieki swoim obywatelom. Jak z tego wybrnie nasz rząd?

CO CZWARTA PRZYCHODNIA W POLSCE ZAMKNIĘTA

CO CZWARTA PRZYCHODNIA W POLSCE ZAMKNIĘTA

Przyszedł nowy rok z wraz z nim chaos w służbie zdrowia. Jedynie w czterech z szesnastu województw umowy z Narodowym Funduszem Zdrowia podpisały wszystkie przychodnie. Jak informuje ministerstwo zdrowia od 2 stycznia pacjenci nie napotkają problemów w województwie wielkopolskim, kujawsko-pomorskim, zachodniopomorskim i świętokrzyskim.

Sytuacja ta jest wynikiem braku zgody pomiędzy przedstawicielami Porozumienia Zielonogórskiego a Resortu Zdrowia w kwestii finansowania placówek podstawowej opieki zdrowotnej w 2015 r. Ministerstwo odrzuciło żądania PZ, które domagało się zwiększenia finansowania lekarzy rodzinnych do 2 miliardów złotych. Oprócz tego padły propozycje zamknięcia przychodni na 20 dni roboczych w ciągu roku i zniesienia kontroli świadczonych usług.

Według Ministra Zdrowia Bartosza Arłukowicza jest to próba szantażu resortu przez kilku przedstawicieli PZ, któremu nie ma zamiaru się poddać, bo stanowiłoby to ryzyko dla bezpieczeństwa pacjentów. Związkowcy odpowiadają, że zamknięcie praktyki przez 20 dni w roku miało być dla lekarzy POZ gwarancją urlopu, a skrócony czas pracy w jeden dzień miał być przeznaczony na obowiązkowe szkolenia.

W rzeczywistości punktem zapalnym okazuje się pakiet onkologiczny, który według rozporządzenia ministra, nakłada na lekarzy obowiązek wykonywania dodatkowych badań diagnostycznych, mających przyspieszyć wykrywanie nowotworów. Lekarze nie negują samej idei – ich sprzeciw dotyczy przejęcia badań, które leżały dotychczas w gestii specjalistów. Więcej obowiązków i odpowiedzialności za te same pieniądze? Związkowcy odpowiadają krótko: nie.

Mając świadomość, że drugiego dnia nowego roku trak wielu pacjentów, może nie uzyskać niezbędnej pomocy, wprowadzono plan alternatywny. W powiatach w których przychodnie były zamknięte obowiązek przyjmowania pacjentów przeszedł na izby przyjęć i oddziały ratunkowe. Na dłuższą metę rozwiązanie to okazuje się być mało skuteczne. Bez tego SOR-y przyjmują nawet 3 tys. chorych miesięcznie, przyjęcie kolejnych osób powiększy i tak niekończące się kolejki. Poza tym, większość z izb przyjęć nie jest w stanie zapewnić opieki pediatrycznej, a ogromny procent pacjentów w przychodniach to właśnie dzieci i młodzież.

Umowy z NFZ trwały do 31 grudnia 2014 r. Brak umów, to brak finansowania przychodni. A co za tym idzie lekarze nie mogą otwierać praktyk, ponieważ w świetle prawa ubezpieczony pacjent nie mógłby otrzymać np. refundowanej recepty, bo jej kosztem obciążeni zostaliby lekarze. Arłukowicz deklarował, że przychodnie, które pomimo braku umowy zdecydują się na otwarcie w piątek mogą liczyć na zachowanie ciągłości deklaracji pacjentów. Placówki nieczynne 2 stycznia będą od początku musiały przejść procedurę zawarcia umowy.

Przepychanki pomiędzy lekarzami a ministerstwem trwają, a gdzie w tym wszystkim są pacjenci? Na pewno czują się zdezorientowani. Często nie wiedzą, gdzie szukać informacji na temat otwartych placówek. Internet aż kipi od komentarzy poirytowanych. Część z nich obwinia Ministra i żąda jego rezygnacji ze stanowiska. Część zarzuca lekarzom, że stali się biznesmenami. W tzw. „gorący piątek” do Rzecznika Praw Pacjenta wpłynęło 180 zgłoszeń w sprawie utrudnionego dostępu do POZ. Rzecznik Krystyna Barbara Kozłowska poinformowała, że skargo dotyczyły głównie niemożliwości zaszczepienia dziecka, uzyskania recepty i braku dostępu do dokumentacji medycznej.

Wyjazdy lekarzy do pracy na kontrakty

Wyjazdy lekarzy do pracy na kontrakty

Studia medyczne w naszym kraju nieustannie cieszą się dużym powodzeniem. Niestety bardzo często wyobrażenie o pracy w tym zawodzie mija się z rzeczywistością. Po uzyskaniu dyplomu świeżo upieczeni absolwenci zderzają się boleśnie z realiami rynku pracy. Duża konkurencja nie ułatwia zdobycia np. upragnionej specjalizacji. A jak powszechnie wiadomo potrzeba pociąga za sobą poszukiwanie nowych rozwiązań. Dlatego tez coraz więcej młodych medyków decyduje się na kontrakt zagraniczny. Kieruje nimi chęć zdobycia doświadczenia.

O kontrakty ubiegają się nie tylko młodzi adepci sztuki lekarskiej. Jest to forma atrakcyjna również dla doświadczonych pracowników sektora medycznego. Polscy lekarze posiadający już specjalizację, a nawet wiele lat doświadczenia starają się o kontrakty krótkoterminowe, które gwarantują dobre warunki finansowe.

Lekarz zatrudniony na kontrakt w innym kraju jest najczęściej specjalistą pracującym na zasadach wolnego zawodu i otrzymującym za wykonywanie swoich obowiązków ustaloną wcześniej stawkę godzinową.

Jednym z ulubionych kierunków wyjazdów naszych specjalistów jest Wielka Brytania, gdzie po odbyciu miesięcznego kontraktu lekarz kierowany jest do innej placówki. Są to tzw. „locumy” (posady zastępcze), które trwają od miesiąca do sześciu miesięcy. Zatrudnienie tego typu, pomimo, że krótkotrwałe może przynosić spore dochody. Dlatego na krótkoterminowe kontrakty decydują się najczęściej lekarze na stałe pracujący w Polsce i wyjeżdżający co jakiś za granicę aby tam dorobić. Wiele atrakcyjnych ofert napływa też z Niemiec. Cieszą się one dużą popularnością – lekarze chcący zdobywać nowe kwalifikacje, rozwijać swoje praktyczne umiejętności, pracować na nowoczesnym sprzęcie, bądź podreperować budżet domowy chętnie z nich korzystają. Dlatego zagraniczny kontrakt jest gwarancją poprawy swojej pozycji zawodowej – specjaliści liczyć mogą na bardziej atrakcyjne posady i lepsze warunki umowy.

Lekarze chcący wyjechać na taki krótkoterminowy kontrakt mogą korzystać ze wsparcia profesjonalnych agencji, które wyręczą ich w większości formalności. Agencja wyspecjalizowane w medycznym HR nie ograniczają swoich usług jedynie do zorganizowania tego typu wyjazdu. Większość z nich deklaruje również opiekę w trakcie trwania kontraktu czyli tzw. pełne wsparcie. Niewątpliwie jest to bardzo wygodne rozwiązanie. W gestii lekarza leży wybranie agencji i jednej z ofert pracy. Zatrudnieni tam specjaliści zajmą się takimi niuansami jak nostryfikacja dyplomu i uprawnień, przetłumaczą dokumenty, przygotują umowę a nawet zapewnią mieszkanie. W ten sposób lekarz może bez stresu wypełniać swoje obowiązki aż do dnia wyjazdu. Oczywiście, zdarzają się przypadki kiedy medycy decydują się na samodzielne wypełnienie wymaganych formalności, kontakt z pracodawcą i jednoczesne poszukiwanie mieszkania. Większą gwarancję skuteczności daje jednak zawarcie umowy z wyspecjalizowaną agencją.

O SŁUŻBIE ZDROWIA I WARUNKACH PRACY W NORWEGII SŁÓW KILKA

O SŁUŻBIE ZDROWIA I WARUNKACH PRACY W NORWEGII SŁÓW KILKA

W połowie lat 90. XX wieku na jednego lekarza w Norwegii przypadało niespełna 300 pacjentów. Norweska opieka zdrowotna jest obecnie jednym z najliczniej obsadzonych sektorów – zatrudnionych jest tam około 220 tysięcy pracowników medycznych. Podobnie finasowanie ochrony zdrowia pojedynczego pacjenta jest jednym z najwyższych na całym świecie.
System opieki w tym kraju dzieli się na dwa szczeble – lokalny i regionalny. Ten pierwszy odpowiada za zapewnienie mieszkańcom podstawowej opieki zdrowotnej tj. wizyty u lekarzy rodzinnych, pomoc w niespodziewanych wypadkach, fizjoterapia, opieka położnicza, opieka domowa, przychodnie matki i dziecka oraz pielęgniarki szkolne. Opieka regionalna skupia się wokół opieki specjalistycznej, szpitali a także usług stomatologicznych. Oprócz placówek publicznych funkcjonują przychodnie i szpitale prywatne. Są one jednak mniej popularne, przede wszystkim ze względów ekonomicznych. Wizyty prywatne są niesłychanie kosztowne.
Z ubezpieczeń społecznych w Norwegii korzystać mogą wszyscy pacjenci legalnie zamieszkujący w tym kraju. Podobnie jak w Polsce, składki zdrowotne potrącane są z pensji pracownika. Mimo to, każdy pacjent musi częściowo sam pokryć koszty leczenia. Najdroższe są wizyty u stomatologa. W przeliczeniu na złotówki, zwykła wizyta kontrolna to koszt od 250 do nawet 450 zł, leczenie kanałowe to nawet 1600zł. Mieszkańcy Norwegii coraz częściej udają się za granicę w celu uzyskania tego typu leczenia. Mimo tych niedogodności, kraj ten reprezentuje opiekę medyczną na najwyższym poziomie, a finansowanie tego sektora stale rośnie. Jak widać miejsce w światowej czołówce ma swoją cenę.
Norwegia to również kraj, który wybiera coraz więcej polskiego personelu medycznego jako docelowe miejsce pracy a nawet zamieszkania. Brak satysfakcji z wykonywanego zawodu, braki sprzętowe, nawał obowiązków i nieadekwatne zarobki skłaniają do wyjazdu w poszukiwaniu lepszych warunków pracy, które może dać im norweski system. Działa to w obie strony. Norwegowie bowiem, chętnie zatrudniają naszych lekarzy i pielęgniarki. Wynika to m.in. z tego, że ich służbom medycznym często brakuje kompetencji w wielu dziedzinach. Polacy posiadają bardzo dobre wykształcenie a często również doświadczenie. Nie można zarzucić tu jednak Norwegom, że kieruje nim chęć zaoszczędzenia środków finansowych. Zatrudniani Polacy, zarabiają tam tyle ile rdzenni pracownicy.
Bardzo pożądaną grupą pracowników, są pielęgniarki. Odsetek ludzi starszych w Norwegii wzrasta w zatrważającym tempie. Norweska polityka zdrowotna staje przed wyzwaniem zlikwidowania kolejek i zapewnienia opieki starzejącej się ludności. Mimo to norweska pielęgniarka ma pod swoją opieką znacznie mniejszą liczbę pacjentów niż polska. Do tego w wypełnianiu obowiązków pomagają jej asystenci. Taki układ wpływa pozytywnie na komunikację z pacjentem i pozwala zapewnić mu większe wsparcie w trudnej sytuacji. Tamtejsze szpitale dysponują też nowocześniejszym wyposażeniem. Personel może swobodnie wykonywać wszystkie potrzebne badania nie myśląc o oszczędnościach kosztem zdrowia pacjenta.
Osoby starające się pracę w Norwegii muszą przedstawić dyplom licencjata, bądź magistra oraz posiadać minimum dwa lata doświadczenia zawodowego. Czasem chętni boją się, że czeka ich praca poniżej kwalifikacji. W praktyce polscy kandydaci maja taką samą szansę na zdobywanie kolejnych szczebli kariery co Norwegowie.

STANOWCZE NIE DLA PAKIETU KOLEJKOWEGO?

STANOWCZE NIE DLA PAKIETU KOLEJKOWEGO?

Mimo, że informacja o wprowadzeniu nowych uprawnień w pracy pielęgniarek pojawiła się już kilka tygodni temu, to emocje związane z tym tematem wciąż są ogromne.

Nowa wersja ustawy ma wejść w życie w styczniu 2016 r. Zgodnie z projektowanymi poprawkami, pielęgniarki i położne zyskają prawo do udzielania świadczeń diagnostycznych i leczniczych (zakres nowych kompetencji opisywaliśmy dokładniej w artykule Nowe uprawnienia w pracy pielęgniarek).

Wprowadzenie nowych uprawnień dla pielęgniarek niewątpliwie pociąga za sobą wzrost prestiżu tego zawodu, jednak same zainteresowane nie wydają się być zachwycone tym pomysłem. Głosy sprzeciwu są bardzo częste. Do resortu zdrowia wpływają kolejne pisma m.in. od Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych oraz Naczelnej Rady Pielęgniarek i Położnych.

Głównym argumentem padającym w ich protestach jest fakt, że każdego roku pielęgniarkom przybywa obowiązków, które pociągają za sobą większą odpowiedzialność ale nie wynagrodzenie finansowe. Pielęgniarki i położne przewidują, że ich rola sprowadzona zostanie to wyręczania lekarzy w ich obowiązkach za cenę najniższej krajowej pensji. Zwracają też uwagę na problem deficytu pracowników tego sektora. Aby nowe zasady miały przynieść zamierzony efekt, jakim jest ułatwienie dostępu do świadczeń medycznych, to zatrudnionych powinno zostać więcej pielęgniarek. Jeśli ten stan rzeczy pozostanie bez zmian, to pacjent zostanie pozostawiony sam sobie. Już teraz, wykonując zbyt wiele czynności, pielęgniarki czują, że poświęcają chorym zbyt mało uwagi.

Również lekarze mają na ten temat swoje, niezbyt przychylne, zdanie. Członkowie Kolegium Lekarzy Rodzinnych podkreślają, że wypisanie recepty jest zwieńczeniem zawiłego procesu diagnozy. Pewne typy leków mogą przepisywać tylko i wyłącznie lekarze danej specjalności, dlatego pielęgniarki nie powinny mieć możliwości przepisywania wszystkich leków.

Pielęgniarki odpierają ten argument podkreślając, że przecież i one i lekarze kończą te same uczelnie i tak samo muszą uzyskać zaliczenie na zajęciach z farmakologii. W wielu placówkach normą jest to, że pielęgniarka wypisuje receptę, a lekarz wystawia jedynie pieczątkę. Krótko mówiąc, pielęgniarki i położne są w stanie przyjąć więcej obowiązków, a co za tym idzie większą odpowiedzialność ale pod pewnymi warunkami. Pierwszy to poprawa warunków pracy, drugi to wprost proporcjonalne wynagrodzenie.

Pielęgniarki i położne czują się w obowiązku podnosić swoje kwalifikacje kończąc specjalistyczne kursy, jednak nie podoba im się pomysł pokrycia kosztów szkolenia z własnej kieszeni. Minister zdrowia przekonuje, że proponowane zmiany mają pozwolić pielęgniarkom na pełne wykorzystanie ich wiedzy i umiejętności, wynikających z wykształcenia i doświadczenia. Nowe regulacje nie mają stanowić przymusu uzyskania nowych uprawnień określonych w ustawie – pozostawiając to decyzji pielęgniarek. Kryje się tu jednak pewien haczyk, ponieważ z założenia pielęgniarki z tytułem magistra mają mieć większą swobodę w wystawianiu recept. Te z tytułem licencjata wypisywać je będą na zlecenie lekarza. W tym drugim przypadku pielęgniarki sprowadzone zostają do roli sekretarki medycznej wykonującej polecenia przełożonego.

OZZiP podchodzi sceptycznie do nowelizacji, uważając ją za nieuczciwą. Według Związku, podstawowym problemem jest brak wcześniejszych konsultacji ze środowiskiem medycznym. Pielęgniarki twierdzą, że ich kosztem chce się załatać problemy służby zdrowia.

NOWE UPRAWNIENIA W PRACY PIELĘGNIAREK

NOWE UPRAWNIENIA W PRACY PIELĘGNIAREK

W dniu 10 czerwca 2014 r. Rada Ministrów przyjęła projekt o zmianie „Ustawy o zawodach pielęgniarki i położnej”. Projekt przedłożył Minister Zdrowia Bartosz Arłukowicz. Zgodnie z proponowanymi poprawkami pracujące pielęgniarki i położne mają uzyskać uprawnienia do samodzielnego udzielania świadczeń diagnostycznych i leczniczych. W ustalonym zakresie, oczywiście. Zmiana prawa argumentowana jest zwiększeniem dostępności do świadczeń zdrowotnych, a co za tym idzie redukcją kolejek do lekarzy.

Nowe uprawnienia mają zostać przyznane pielęgniarkom i położnym z wyższym wykształceniem, które posiadają odpowiednia wiedzę i doświadczenie w ordynacji leków. Wiedzę tę nabyć mogły w ramach:

– studiów pierwszego i drugiego stopnia na kierunku pielęgniarstwo i położnictwo,

– specjalizacyjnego kształcenia podyplomowego,

– kształcenia podyplomowego dla pielęgniarek i położnych z wyższym wykształceniem na poziomie kursu specjalistycznego.

Podsumowując wiedzę i umiejętności z tego zakresu pielęgniarki i położne zdobywać mają już w trakcie studiów medycznych, a osoby pracujące w zawodzie doskonalić się będą w trakcie specjalistycznych kursów.

Posiadając odpowiednie wykształcenie, pielęgniarki w swojej pracy, będą mogły ordynować leki i wypisywać recepty na środki o określonym składzie (za wyjątkiem substancji odurzających i psychotropowych). Oprócz tego pielęgniarki z tytułem magistra będą mogły wypisywać zlecenia na środki spożywcze specjalnego przeznaczenia żywieniowego – o ile ukończą specjalny kurs a wcześniej osobiście przebadają pacjenta. Pielęgniarki i położne z dyplomem pierwszego stopnia będą mogły natomiast wystawić receptę na zlecenie lekarza.

Jeden z punktów nowelizacji dotyczy także możliwości wystawiania recept przez pielęgniarki osobistego kontaktu – czyli wypisywanie leków dla pacjentów chorych przewlekle. Pielęgniarki będą mogły kierować też na badania diagnostyczne z wykluczeniem tych, które zagrażać mogą zdrowiu lub życiu pacjenta. Nowe przepisy uwzględniają możliwość odebrania recepty przez osoby trzecie, pod warunkiem, że pacjent złoży w przychodni stosowne upoważnienie, które dołączone zostanie do jego dokumentacji medycznej. Na podobnych zasadach pracują pielęgniarki w wielu państwach należących do Unii Europejskiej m. in. w Szwecji, Danii, Wielkiej Brytanii i Hiszpanii.

W naszym kraju sposób i tryb wypisywania recept oraz lista środków czynnych, produktów spożywczych, artykułów medycznych i badań diagnostycznych zawarta zostanie w rozporządzeniu ministra zdrowia. Proponowane rozwiązania mają wejść w życie po upływie 14 dni od ich ogłoszenia w Dzienniku Ustaw.

Lekarze wolą jednak pracować w Polsce?

Lekarze wolą jednak pracować w Polsce?

Jak donoszą ostatnie badania przeprowadzone przez Naczelną Izbę Lekarską, bum na poszukiwanie pracy poza granicami kraju przez lekarzy minął. Bezpośrednio po włączeniu Polski do Unii Europejskiej wielu z naszych medyków złożyło wniosek o wydanie zaświadczenia pozwalającego na podjęcie pracy za granicą. Przez przeszło sześć lat, co roku o taki dokument ubiegało się około tysiąca osób. W 2010 roku ze 166 tysięcy aktywnych zawodowo lekarzy zaświadczenie to posiadało około 8 tysięcy specjalistów. Nie mamy niestety statystyk, które wskazywałyby ilu z nich wyjechało faktycznie.
Faktem jest, że obecnie liczba medyków zainteresowanych zawarciem umowy w innym kraju spadła aż pięciokrotnie. W 2005 roku, chęć znalezienia zatrudnienia za granicą zadeklarowało ponad 1700 lekarzy. Sześć lat później, w 2011 roku taki wyjazd planowało niewiele ponad 350 medyków. Skąd tak silny spadek? Wyników dopatrywać możemy się w tym, że kiedy po latach wzmożonej emigracji w naszych placówkach opieki zdrowotnej brakować zaczęło pracowników, kadra zarządzająca postanowiła zatrzymać przy sobie specjalistów podwyżkami. Wraz ze stawkami wzrosło zadowolenie z wykonywanej pracy i poziomu życia. NIL przeprowadziła sondaże także w tej kwestii i okazało się, że lekarze to jedna z najbardziej usatysfakcjonowanych grup zawodowych w naszym kraju. Oczywiście światowe stawki kuszą, ale nie na tyle aby lekarze zdecydować się mieli na stały wyjazd. Lekarze wolą wyjechać za granicę na kilka miesięcy aby tam zarobić, a następnie wrócić do Polski i pracować w prywatnej klinice lub we własnym gabinecie.
Nasi lekarze godzą utrzymanie posady w kraju z weekendową pracą w zagranicznych placówkach – tam dyżurują, bądź wykonują zabiegi. Taki tryb pracy popularny jest szczególnie w strefie przygranicznej
z Niemcami, gdzie polskimi lekarzami uzupełnia się braki personelu w tamtejszych szpitalach. Niektórzy specjaliści decydują się na udział w swego rodzaju sztafecie, w której umowę z zagranicznym pracodawcą, na czas określony zawiera kilku lekarzy. Kiedy jeden lekarz, po trzech miesiącach pracy wraca do kraju, na jego miejsce wyjeżdża kolejny. Taki system rotacyjny pozwala im w bardzo krótkim czasie wzbogacić się o nawet kilkadziesiąt tysięcy euro.
Natomiast dynamiczny rozwój sektora prywatnego w Polsce pozwala im prowadzić dobrze prosperujące gabinety medyczne, przynoszące nawet kilkudziesięciotysięczne stawki. Według raportu Ministerstwa Zdrowia opracowanego na podstawie danych z marca 2012 roku lekarz z II stopniem specjalizacji na kontrakcie w Polsce może zarobić przeszło 10 tys. zł. Umowa o pracę gwarantuje stawkę około 7,5 tys. zł. Analogicznie lekarz z I stopniem specjalizacji zarabia 9,2 tys. zł i 6,5 tys. zł. Co ciekawe średnie wynagrodzenie brutto za okres miesiąca z tytułu kontraktu lekarza bez specjalizacji, wynosi – według resortu zdrowia – 7,566 tys. zł. Oznacza to, że zarabia on więcej nawet od lekarza z drugim stopniem specjalizacji, który zatrudniony jest na umowę o pracę. Dlaczego lekarze mieliby chcieć wyjeżdżać?
Ale nie ograniczajmy się do rozmowy o pieniądzach, bo nie dla każdego zarobki są najistotniejszym argumentem. Niektórzy nie są w stanie zaakceptować zagranicznych metod pracy. W Polsce do chorego podchodzi się indywidualnie. W Wielkiej Brytanii na przykład asystentka lekarza na podstawie wcześniej posiadanych danych rezerwuje czas wizyty dla pacjenta. Jak widzimy, wbrew pozorom to nie bariera językowa jest głównym powodem dla którego lekarze wolą pracować w Polsce.

CZY PO 1 KWIETNIA CZEKA NAS DEFICYT PIELĘGNIAREK?

CZY PO 1 KWIETNIA CZEKA NAS DEFICYT PIELĘGNIAREK?

„Dziennik Polski” doniósł niedawno o planowanych od 1 kwietnia bieżącego roku zmianach w regulacjach dotyczących zatrudniania pielęgniarek. Informacja ta wzbudziła niepokój i dyskusje, nie tylko wśród personelu medycznego, ale i samych pacjentów. Rozchodzi się o skomplikowany wzór, na podstawie którego określone zostanie minimum zatrudnienia. Symbole w nim zawarte określać będą: średni dobowy czas świadczeń pielęgniarskich bezpośrednich; średnią liczbę pacjentów za poprzedni rok poprzedzający ustalenie minimalnej normy; kategorie opieki; średni całkowity dobowy czas świadczeń pielęgniarskich; średni dobowy czas świadczeń pielęgniarskich bezpośrednich dla poszczególnych kategorii opieki; średni dobowy czas wykonania świadczeń pośrednich.
Eksperci zarzucają temu rozwiązaniu, że nie określa ono minimalnych norm zatrudnienia a ustala jedynie te normy. Co za tym idzie obawiają się, że dyrektorzy placówek wykorzystają to do dowolnego ustalenia liczby pielęgniarek. Z ich perspektywy oznacza to maksymalne ograniczenie ich liczby, ze względów oszczędnościowych, alarmuje gazeta. Zagrożenie dotyczy głównie najmniej finansowanych szpitali powiatowych.
Pamiętajmy, że im mniej personelu, tym większe zagrożenie dla pacjenta. Jesteśmy jednym z nielicznych państw, w którym nie są stosowane jasne normy zatrudnienia pielęgniarek. Statystyki są niepokojące – liczba pielęgniarek przypadających na tysiąc mieszkańców to np. w Szwajcarii aż 16, w Wielkiej Brytanii 9, a u nas jedynie 5,5 pielęgniarki. Jak podają prognozy będzie tylko gorzej – przypuszczalnie w 2020 roku na tysiąc Polaków będzie już tylko 5,3 pielęgniarki, a w 2030 zaledwie 4,5.
Najcięższe są noce kiedy pracująca pielęgniarka musi obsłużyć nawet dwa oddziały. Przemęczenie i stres sprzyjają popełnianiu błędów. Tymczasem wyniki wszystkich prowadzonych badań jasno wskazują na to, że niedobory w personelu są przyczyną większej liczby zgonów i powikłań, które tylko podnoszą koszty leczenia.
Zaostrza się, trwający od lat, konflikt pomiędzy Naczelną Izbą Pielęgniarek i Położnych a Ministerstwem Zdrowia. Przygotowane rozporządzenie jedynie pogłębiło problemy. Stopień skomplikowania wzoru wymaga gromadzenia drobiazgowych danych o wielu parametrach. Zamiast skupiać się na pracy, powołane zespoły pielęgniarek, liczą pacjentów, mierzą czas wykonywania poszczególnych zabiegów, określają rodzaj i zakres udzielonych im świadczeń medycznych, kategorię chorych i sprawowanej opieki. Aby ustalić średni dobowy czas pracy trzeba zgromadzić wszystkie dane o urlopach pielęgniarek, zwolnieniach chorobowych oraz opiece na dziecko.
Już dzisiaj absolwentki studiów pielęgniarskich coraz częściej wyruszają za granicę, gdzie pracująć z mniejszym wysiłkem mogą zarobić kilkakrotnie więcej. Pojawiają się głosy protestu, że to chory system, w którym o losie pracowników i pacjentów decyduje wzór matematyczny. Pytaniem jest, kiedy osoby odpowiedzialne za system ochrony zdrowia dojdą do wniosku, że w szpitalach pracuje za mało pielęgniarek a na nie ma kim uzupełniać braków kadrowych? Dyrektorzy szpitali odpowiadają, że personelu medycznego zawsze będzie brakować. NFZ oferuje ograniczone fundusze, których znaczną część pochłaniają wynagrodzenia. Jeśli na płace przeznaczą wyższe kwoty, zabraknie pieniędzy na leki czy aparaturę. Pytanie, czy wtedy chory będzie bezpieczny? Szpital, który stara się o kontrakt z NFZ, musi zatrudniać odpowiednią liczbę lekarzy. Liczba pracujących pielęgniarek nie ma znaczenia, przez co pozostają one praktycznie bezbronne.